Pogrzeb ks. bp. Kazimierza Ryczana

Pożegnanie w imieniu księży wygłoszone przez ks. prał. Lucjana Skolika na pogrzebie ks. bp. Kazimierza Ryczana 19 września 2017 r.

Nie wiem jak mam Cię, drogi biskupie Kazimierzu, pożegnać w imieniu 710 kapłańskich serc, tak przecież różnych ale wszystkich szczerych i gorących, i wdzięcznych – każde wdzięczne za inny dar?

Jak wyrazić uczucia, które w nas najpierw rodziły się ostrożnie, jak zawsze gdy prezbiterium otrzymuje nową głowę i nowe serce, uczucia, które potem wzrastały – w miarę jak razem uczyliśmy się zawiązywać więzy wspólnoty z Tobą, a potem gdy te wzajemne uczucia się potęgowały i weryfikowały w chwilach prób, tak charakterystycznych dla prawdziwej miłości, a nawet się pogłębiały, gdy zostałeś seniorem, którego Bóg wyróżnił blaskiem bezcennego daru krzyża choroby? Ten ostatni etap drogi do domu Ojca był dla nas najmocniejszym świadectwem wiary twojego niezłomnego ducha, jakby powiew nadprzyrodzonego, jak pieczęć potwierdzająca autentyczność życia. Stałeś do końca mocno niczym niewzruszona skała i choć ubywało sił ciała ciągle w naszych uszach rozbrzmiewał twój dźwięczny wibrujący w śpiewie i pewny głos niestrudzenie służący niezafałszowanej Dobrej Nowinie.

Nie odważyłbym się nawet w myśli podjąć zwykłego zestawienia dokonań Twojej pasterskiej miłości. Jej rozległość i głębia zostały w znacznej mierze odsłonięte podczas uroczystości nadania Ci honorowego obywatelstwa miasta Kielce. To była perspektywa imponująca. Jakże wielkim wyzwaniem była ona dla nas, prezbiterów, i taką pozostanie.

A z Twojej strony? Czy to, co przeżyłeś z nami ma pozostać tajemnicą twojej biskupiej drogi?

Może byłeś niczym tkacz, który vincula communionis ręcznie zawiązuje cierpliwie i mocno, jeden po drugim, indywidualnie, osobiście, czasem powracając do węzłów dopiero co zawiązanych, bo właśnie się rozsupłały. Wątek i osnowa, osnowa i wątek, i tak na przemian niezmordowanie przez ponad dwadzieścia lat. Cierpliwie – tak, długomyślność, przy całej Twej spontaniczności i humorze, była jedną z Twoich mocnych stron.

Podług wzoru In vinculo communionis tkałeś bardzo pracowicie i dynamicznie rozłożysty i kolorowy dywan komunialnego życia kieleckiego Kościoła. Rozwiesiłeś ów dywan wspólnoty między dwoma pewnymi i niezawodnymi belkami swojego tkackiego warsztatu. Z jednej strony belka Chrystusowego Krzyża, z drugiej – Matki Bożego Syna. Tkałeś, wiązałeś węzły. Węzeł dyspozycyjności wobec prezbiterów i radości obcowania z nimi, węzeł troski o katolickie wychowanie dzieci i młodzieży, węzeł potarganego życia politycznego i społecznego, węzeł patriotyzmu – zapomnianej dziś miłości, węzeł predylekcji dla środowiska radiomaryjnego, miłosierdzia i empatii dla potrzebujących, duchowego i naukowego poziomu seminarium duchownego, duszpasterstwa akademickiego i ludzi pracy, środowiska bożogrobców i Rycerzy Kolumba… Długo by wymieniać.

Dywan, jak dywan. Z lewej strony – plątanina węzłów, z prawej prawdziwe arcydzieło, można nacieszyć nim oko i po nim stąpać bosą nogą bez obawy skaleczenia. Taki dywan wspólnoty utkałeś i takim sam byłeś. Wdzięczni Ci po prostu jesteśmy…

Boski Tkacz pozwolił Ci wreszcie z góry spoglądać na Twoje dzieło, które dobiegło kresu, gdy z Jego pomocą i pod Jej – Maryi okiem,13 września zawiązałeś ostatni węzeł swojego życia, w dwa dni po 24 rocznicy Twojej biskupiej konsekracji i w kontekście liturgicznych wspomnień maryjnych tajemnic i święta Chrystusowego Krzyża. Wraz z Tobą wielbimy Boga i teraz już sami dziękujemy Mu za Ciebie.