Homilia ks. prałata Lucjana Skolika

Wypatrywać będę Pana, wyczekiwać na Boga zbawienia mojego: Bóg mój mnie wysłucha (Mi 7,7).

Przez ostatnie 6 lat miałem to szczęście mieć w osobie ks. Stefana wsparcie i cieszyć się jego bliską obecnością i przyjaźnią. Wprawdzie poznałem go na początku lat osiemdziesiątych, ale dopiero ostatni czas złączył nas ze sobą codziennością. Myślę, że motto, które obrałem na tę pogrzebową medytację dobrze oddaje duchowy profil drogiego nam ks. Prałata. Wypatrywać będę Pana, wyczekiwać na Boga…

Ks. prałat Stefan Borowiec, urodził się 18 maja 1936 roku w podkieleckich Kostomłotach. Pochodził z prostej, skromnej i religijnej rodziny. Nieraz wspominał lata dziecięce i modlitwy w kaplicy pw. Przemienienia Pańskiego w rodzinnej parafii, w której rodziło się jego powołanie. W tej dwustuletniej kaplicy, dominującej nad okolicą, uczył się wypatrywać Pana i wyczekiwać na Boga swojego zbawienia. Z rozrzewnieniem spoglądał w jej stronę, ilekroć droga tędy wiodła.

Wspominał niekiedy lęki swojej Mamy, gdy decydował się na kapłańską drogę: „Nie dasz sobie rady” – mawiała, jakby matczyną intuicją wiedziona, czuła jak wielki jest Bóg, jak wielką i trudną jest kapłańska droga i jak skromny jest jej matczyny dar – syn Stefan. Ta sama Mama znalazła jednak wyjście w swoich lękach: ofiarowała Stefana Maryi – jak wspomniał on o tym w testamencie. I tak dawał sobie radę! I to w pięknym stylu, przez 58 lat, bo ciągle wypatrywał Pana.

Absolwent liceum – Niższego Seminarium Duchownego św. Stanisława Kostki i Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach. Od lat studenckich zaprzyjaźniony z o. Karolem Meissnerem OSB, z którym utrzymywał bardzo żywy kontakt listowny i telefoniczny, i którego jeszcze na jesieni 2016 roku odwiedził oraz z o. Ludwikiem Marią Mycielskim OSB. Obaj w jego czasach byli studentami kieleckiego seminarium. Potrafił być wierny w przyjaźni.

Ksiądz Stefan posługiwał jako wikariusz w parafii w Chmielniku, w parafii katedralnej w Kielcach i w Olkuszu. Był księdzem, który potrafił szybko wzbudzać sympatię młodzieży, która – także gdy przestała być młodzieżą – utrzymywała z nim żywy kontakt i do końca darzyła przyjaźnią.

Ksiądz Stefan, który po ks. kan. Wiktorze Zaparcie został drugim proboszczem w Dąbrowie, szybko polubił tę parafialną wspólnotę, a wspólne dzieło, jakim była budowa kościoła parafialnego tę sympatię uczyniła pastoralną miłością wzajemną, z roku na rok coraz głębszą, choć przecież nie wolną od krzyży i przykrości, a nawet upokorzeń – wiadomo o czym mówię – które wszystkie dzielnie znosił i na które nie narzekał wspaniałomyślnie wybaczając winnym. W Dąbrowie przez 35 lat Wypatrywał Pana, wyczekiwał na Boga zbawienia swojego, i wierzył, że Bóg go wysłucha (por. Mi 7,7).

W bliźnich i przez nich urzeczywistniał swoje wypatrywanie Pana i wyczekiwanie na Boga…

Był księdzem o bardzo rozległych znajomościach, łatwo nawiązującym ciepły kontakt nacechowany nieprzeciętną zdolnością empatii. To był jego prawdziwy charyzmat. Te zalety, połączone z płynną znajomością języka francuskiego i licznymi wyjazdami do Francji, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, z jednej strony sprawiły, że potrafił zdobywać przyjaciół, których następnie zapalał do idei budowy kościoła w Dąbrowie i wspólnie z nimi umiał pozyskiwać środki finansowe dla jej realizacji. Z drugiej zaś strony kontakty te ubogacały jego polską kulturę, w której literatura zajmowała szczególne miejsce, zwłaszcza poezja Młodej Polski  (w chwilach relaksu lubił cytować liczne zabawne fragmenty Boya-Żeleńskiego i innych młodopolskich), a także Gałczyńskiego. Posługiwał się wierszami i cytatami z poezji, by pełniej, głębiej i uroczo dzielić się z drugimi swoim pogodnym i serdecznym usposobieniem, i błyskotliwym humorem. Wolno do tej cechy jego osobowości odnieść fragment wiersza Gałczyńskiego:

Myślę, że po to są wiersze,
ich ruch ku sercu człowieka,
by szerzej szła, coraz szerzej
przez kontynenty jutrzenka…

Związki z Francją, zwłaszcza Alzacją i przyjaźń z ks. kanonikiem Pierre Golly, ubogacały też i ożywiały jego duchowy kapłański i polski profil o francuską kulturę i pogłębiały jego wiarę, gdy czerpał z doświadczenia wiary Kościoła francuskiego. Stamtąd również wypatrywał Pana, wyczekiwał na Boga – swojego i powierzonych jego pieczy wiernych. Był naprawdę obeznany ze współczesnymi francuskojęzycznymi prądami duchowymi – rozkochany w postaci bł. Karola de Foucauld, we wspólnocie Lwów Judy czy Jeana Vannier. Do ostatnich dni rozkoszował się transmisjami nabożeństw z paryskiej katedry Notre Dame, przekazywanymi przez kanał telewizyjny KTO (czyt. kateo), utworzony jakiś czas temu przez kard. Lustigera.

Ksiądz prałat Stefan lubił bardzo intelektualną refleksję nad wiarą i mimo swoich 80. lat z ciągle żywym zainteresowaniem śledził wydawnicze nowości teologiczne i namiętnie wracał do klasyków tej dyscypliny. Dzięki trwającej kilkadziesiąt lat serdecznej i bardzo bliskiej przyjaźni z nieżyjącymi już ks. bp. prof. Edwardem Materskim i ks. prof. Andrzejem Zuberbierem, częstymi gośćmi w Dąbrowie, stale mógł pogłębiać swoją teologiczną formację, bowiem owe chętnie wspominane przez niego kontakty ciągle pomagały mu pokonywać pokusę zamykania się w myślowych stereotypach i schematach. A przy tym rozmiłowany był w pięknie liturgii, dla którego inspiracje czerpał od ks. prof. Stanisława Czerwika, również bardzo mile widzianego gościa w dąbrowskiej parafii. Także tu, na tych obszarach wypatrywał Pana i wyczekiwał na Boga…

Okazywał też Ksiądz Stefan wiele serdeczności biskupowi Stanisławowi Szymeckiemu, ówczesnemu kieleckiemu pasterzowi – zresztą ze wzajemnością. Był to jakby symbol i wyraz szczerej miłości prezbitera do swojego pasterza. Ale także dla licznych księży  był prawdziwym przyjacielem, a nierzadko nawet wsparciem. Chętnie na dłużej udzielał gościny księżom kształcącym się, redagującym swoje naukowe i pastoralne teksty. Stale w jego sercu zajmowały uprzywilejowane miejsce klauzurowe siostry franciszkanki ze św. Katarzyny i kieleckie karmelitanki.

Do końca swoich dynamicznych i pracowitych dni świadomie troszczył się o to, by pogłębiać wiarę, by – jak mawiał – być „księdzem wierzącym, także w szczegółach życia”.

Oto niektóre obszary bogatego kapłańskiego, duszpasterskiego życia, w których ks. prał. Stefan pewno by powtarzał: Będę wypatrywał Pana, wyczekiwał na Boga zbawienia mojego: Bóg mój mnie wysłucha.

Jeszcze w piątek, 4 sierpnia br., odprawiał przy tym ołtarzu Mszę św. – ostatnią, jak się okazało. Potem bieg jego życia nabrał ogromnego przyspieszenia. Następnego dnia, w sobotę wieczorem zadzwonił i powiedział, że nie może przyjechać do nas, jak czynił to prawie codziennie: bolały go nogi, zbyt bolały. 6 sierpnia został przewieziony do szpitala. Wieczorem tej niedzieli dedykowanej Przemienieniu Pańskiemu rozmawiałem z nim po raz ostatni. Od poniedziałku 7 sierpnia nie było już z nim kontaktu. Jeszcze pewno wypatrywał Pana, a może po prostu już wyczekiwał Boga, zbawienia swojego… mając pewność, z wiary płynącą: Bóg mój mnie wysłucha. I Bóg go wysłuchał. Odszedł do domu Ojca 22 sierpnia 2017 r.,  w roku srebrnego jubileuszu konsekracji kościoła, który wybudował, we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Królowej o godz. 19.15. A my trwamy w eucharystycznym dziękczynieniu za dar życia kapłana – ks. Stefana.