Próba sformułowania kilku postulatów dla duszpasterstwa młodych na przykładzie sytuacji pastoralnej w Norwegii – Noen teser om sjelesorg for barn og unge i Norge

Lucjan Skolik

„Kieleckie Studia Teologiczne” 9 (2010), s. 141-151

http://www.katolsk.no/tro/tema/diverse/artikler/teser-sjelesorg-barn-og-unge

Próba sformułowania kilku postulatów dla duszpasterstwa młodych na przykładzie sytuacji pastoralnej w Norwegii [1]

[1] Niniejszy tekst jest skrótem referatu wygłoszonego w dniu 22 sierpnia 2010 r., w Centrum Szkoleniowym Diecezji Oslo w „Mariaholm” (Spydeberg) w Norwegii, do uczestników seminarium zatytułowanego Gä pä vannet (Chodę po wodzie).

Specyfika pracy z młodymi

„Chodź po wodzie” jest, jak się zdaje, bardzo trafnym tytułem dla seminarium, które podejmuje aktualne zagadnienia pracy duszpasterskiej z młodzieżą. Prawdę mówiąc, dobrze charakteryzuje całe życie chrześcijańskie oparte na wierze. Kierowanie się wiarą w zwykłym rodzinnym, szkolnym, koleżeńskim albo sportowym, czy rekreacyjnym życiu, to jakby chodzenie po wodzie, w tym znaczeniu, że środowisko, w którym rozgrywa się codzienne, świeckie życie jest zgoła odmienne od świata wiary, a jednocześnie przecież przeznaczone dla wiary. Każde „stąpanie wiary” po „świeckim terenie” pachnie przygodą. Jest niepewne i tak nieprzewidywalne, że można je chyba porównać do próby chodzenia po wodzie.

Wszystko szybko się zmienia

Czas dzieciństwa i młodości zwykle dłuży się młodym. Jednak tak naprawdę dzieckiem i młodym jest się krótko, krócej niż dorosłym. Z powodu tego krótkiego okresu dzieciństwa i młodości praca duszpasterska z dziećmi i młodzieżą jest także prawdziwym chodzeniem po wodzie. Szybkie przemiany natury fizycznej i psychicznej, jakie następują u młodych ludzi oraz błyskawiczna rotacja osób w duszpasterskich grupach młodzieżowych sprawiają, że nierzadko duszpasterzom i liderom młodzieży jakby brakuje stałego gruntu pod nogami. Wszystko ciągle się zmienia, a wahania nastrojów u młodych mogą przyprawić opiekunów o zadyszkę. Młodość to okres buntów, poszukiwania własnej tożsamości, okres, w którym wielu doświadcza swego rodzaju okaleczeń, zranień, głęboko przeżywa niezrozumienie i brak akceptacji ze strony innych. A stąd już tylko krok do ucieczki w uzależnienia.

Potrzeba kompetentnej pomocy

Chociaż młodość jest krótka, z niej się przecież wyrasta, to jednak ma istotne znaczenie w kształtowaniu fundamentów odpowiedzialnej osobowości, także chrześcijańskiej. Skoro z jednej strony czas młodości jest taki ważny i taki wartki – z drugiej, przed dorosłymi, pojawia się wyzwanie, by go właściwie zagospodarować, by pomóc młodzieży dobrze go przeżyć, aby rzeczywiście stał się on budowaniem mocnych fundamentów życiowych. Z tego powodu również Kościół przywiązuje do tego okresu życia dużą wagę[2]. Pierwszym etapem strukturalnego wyjścia młodym naprzeciw zdaje się być podejmowanie rzetelnego studium nad egzystencją i sytuacją młodych w ciągle i w ogromnym tempie zmieniającym się świecie. Trzeba na tym etapie umiejętnie wsłuchiwać się w rytm życia młodych, pytać, czym żyje świat i w jakim świecie oni żyją. Oznacza to, że trzeba umieć pytać ludzi kompetentnych, co myślą o współczesności, jaki wkład w rozwiązanie problemów mogą wnieść takie nauki, jak pedagogika, psychologia, socjologia itp. Trzeba, aby duszpasterze, nauczyciele i liderzy grup potrafili konfrontować swoje poglądy i ocenę sytuacji z usystematyzowaną myślą innych.

Teza: Uwzględniać rezultaty badań naukowych nad aktualną sytuacją młodych.

O metodach i celach duszpasterskich Każdy program powinien posiadać swoją metodę. Metoda jest sposobem dochodzenia do czegoś. W języku nauki mówi się, że metoda to sposób pozyskiwania wiedzy dostosowany do przedmiotu badań i jego celu. Chciałbym w tej refleksji posłużyć się rodzajem opisu podstawowego fenomenu, w którym realizuje się wiara; jest nim wspólnota. W tym opisie metody i cele duszpasterskie wzajemnie się uzupełniają i do tego stopnia przenikają, że niekiedy trudno jest jednoznacznie określić, kiedy metoda przejmuje funkcję celu i odwrotnie. Ale jak mowa o konieczności budowania wspólnoty, to od razu pojawia się pytanie o jej jakość: jaka to ma być wspólnota? Ma to być wspólnota kościelna. By opisać wspólnotę eklezjalną, posłużę się trzema modelami. Są one oczywiście jedynie przykładami, właściwie próbą opisu i nie tyle skupiają się na tym, czym jest wspólnota, co raczej, jak może się ona urzeczywistniać.

Środowisko wiary: wspólnota

Od głoszenia Słowa, któremu towarzyszyło zawiązanie wspólnoty uczniów, pierwszorzędnego adresata proklamacji, rozpoczął swoją działalność Jezus. Od wspólnoty Kościoła uzależnił też dalsze losy swojej misji po odejściu ze świata, rozstaniu z uczniami. Elementarnym celem i jednocześnie środkiem duszpasterskim jest tworzenie wspólnoty kościelnej. Wiary, choć jest ona osobistą odpowiedzią człowieka na słowo Boże, nie można ani przekazać, ani doświadczyć w oderwaniu od wspólnoty. Wspólnota kościelna to miejsce, w którym rodzi się wiara, dojrzewa i jest dalej przekazywana. Jednak wspólnoty trzeba się uczyć, i to do końca życia. Stwarzanie dzieciom, młodzieży i dorosłym możliwości ćwiczenia się w budowaniu wspólnoty[3], stanowi punkt wyjścia w duszpasterskich poczynaniach. Powstawanie małych grup, mniejszych niż struktura parafialna, skupiających dzieci, młodzież (a także dorosłych) oznacza zakładanie laboratoriów wiary[4], w których „robi się” doświadczenia wiary w skali mikro[5].

Teza: Zakładać laboratoria wiary!

Model temporalny

Narzędziem budowania wspólnoty i refleksji nad nią może być kategoria czasu. Każdy bowiem program, choć z natury, z definicji odnosi się do przyszłości, musi uwzględniać perspektywę czasową. Składa się na nią: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Te trzy wymiary naszego codziennego życia porządkują je, a nawet czynią je możliwym. Czy np. w południe można sobie wyobrazić dzień bez poranka i bez czekającego wieczora? Bez obecności tej czasowej struktury życia wpadłoby się w chaos, nie można by wręcz żyć! Można by nawet umrzeć ze strachu lub wpaść w ogromny stres, depresję, gdyby nie wiedzieć, skąd jestem, czyli co było przedtem (poranek), kim jestem teraz (południe) i dokąd zmierzam, czy mam jeszcze jakąś przyszłość (wieczór). Święty Augustyn, medytując nad zagadnieniem czasu, napisał w swoich Wyznaniach: „…A ni przyszłość, ani przeszłość nie istnieje. (…) Istnieją następujące trzy dziedziny czasu: teraźniejszość rzeczy minionych, teraź­ niejszość rzeczy obecnych, teraźniejszość rzeczy przyszłych. (…) Teraźniejszością rzeczy przeszłych jest pamięć, teraźniejszością rzeczy obecnych jest dostrzeganie, teraźniejszością rzeczy przyszłych – oczekiwanie” (Augustyn, Confess. XI, 20).

Pamięć (przeszłość). Skąd jesteśmy, jakie jest nasze pochodzenie? Każ­ dy z nas ma swoją historię. Wystarczy się rozejrzeć wokół, choćby po tej sali. Nawet nie jesteśmy jednej rasy ludzkiej. Różnimy się między sobą powierzchownością, kolorem skóry – a jest to zróżnicowanie najpłytsze. A jak głębokie są różnice między nami, gdy weźmiemy pod uwagę środowiska, z jakich się wywodzimy, języki ojczyste, którymi oprócz norweskiego się posługujemy. Nierzadko mają one zupełnie odmienny alfabet i gramatykę. Za nimi kryją się różnice kulturowe i odmienna mentalność: sposób myślenia, odczuwania, do­ świadczania i przeżywania codziennej rzeczywistości. A przecież są jeszcze tradycje narodowe, odmienność wyznań – niektórzy z nas są konwertytami – czy tradycje religijne. Ta nasza przeszłość, jak każda przeszłość, nie pozostaje bez wpływu na teraźniejszość. Przeszłość jest jednocześnie dziedzictwem wnoszonym w teraźniejszość[6].

Teza: Pamięć jest kluczem do teraźniejszości.

Dostrzeganie (teraźniejszość). Jakie jest nasze teraz? Statystyki mó­ wią, że w diecezji Oslo wierni reprezentują ok. 150 narodowości. To więcej niż osób na tej sali. Tak, jakby każdy z nas był innej narodowości. Można sobie wyobrazić, jaki to jest potencjał ludzki, jakie bogactwo. I równocześnie, jakie napięcia może to zróżnicowanie powodować, zwłaszcza gdy każdy zacznie myśleć tylko o sobie. Wszak każdy pragnie dojść do głosu, każdy domaga się zachowania swojej tożsamości, każdy oczekuje uznania dla swoich przekonań, wartości…

Teraźniejszość od zewnątrz

Kościół katolicki w Norwegii w odniesieniu do całego norweskiego społeczeństwa stanowi mniejszość wyznaniową. To znaczy, że w swoich działaniach na zewnątrz musi, a przede wszystkim chce uwzględniać ten szerszy kontekst społeczny, w którym przypada mu żyć. Na ten kontekst składa się luterańska większość (ponad 83%), obecność zielonoświątkowców (1,7%), znaczna obecność religijnej kultury muzułmańskiej (ponad 1 %), nieco żydowskiej, ok. 1% katolickiej oraz obecność ateistów. Ponadto środki społecznego przekazu, które mają ogromny wpływ, niekoniecznie pozytywny, na społeczne postrzeganie Kościoła katolickiego. Jakiś czas temu oglądałem emitowany przez jeden z programów telewizji norweskiej naprawdę obrzydliwy program satyryczny skierowany przeciw Benedyktowi XVI. Określiłbym go jako beztalencie artystyczne, bo prawdziwa satyra jest sztuką szczególnie wyrafinowaną, która potrafi wytknąć, nie obrażając. W Polsce, mimo nieprzychylnego nastawienia wielu mediów do Kościoła, podobny program wywołałby lawinę protestów, a jego autorzy zapewnialiby ex post, że naprawdę nikogo nie zamierzali obrazić. I jeszcze: gdyby obiektem takiej satyry była Królowa Brytyjska, rzecz skończyłaby się pewno jakąś dyplomatyczną interwencją, a gdyby przedmiotem były osoby lub wartości muzułmańskie…

Kościół katolicki w Norwegii ma zatem charakter diasporalny, jest mniejszościowy.

Teraźniejszość od wewnątrz

Od środka Kościół ten jest wielonarodowościowy, wielokulturowy, co jakby z góry określa styl duszpasterstwa, jaki tu musi być uprawiany. Możliwości podejmowania aktywności pastoralnej są zdeterminowane przez styl życia wierzących. Życie religijne wśród poszczególnych grup nadal pozostaje bardzo zróżnicowane i uwarunkowane przeszłością. A w związku z rozproszeniem ludności na dużym obszarze, który w dodatku jest trudny topograficznie, oraz w związku z ciągłym napływem nowej emigracji, także sezonowej, a więc niestałej, troska o życie religijne wiernych jest ogromnym wyzwaniem duszpasterskim. Owa emigracja sprawia, że Kościół katolicki w Norwegii w ostatnich kilkunastu latach przeżywa prawdziwą eksplozję demograficzną, z którą trudno jest mu się uporać. Nie nadąża za zmianami i wielu zjawisk nie rozumie. Jeszcze kilkanaście lat temu był mikroskopijnie mały, nieliczny i nieliczący się. Teraz urasta do dynamicznej grupy społecznej, która daje o sobie znać na zewnątrz. Nie pozostaje to bez wpływu na sytuację wewnętrzną; właśnie nie może się oswoić z tym wzrostem i brakuje mu właściwie wszystkiego: ludzi (najlepiej gdyby każdy duszpasterz i katecheta mówił kilkunastoma językami), czasu, struktur, środków materialnych…

Czy podobna sytuacja jest bezprecedensowa i ekstremalnie niekorzystna? Moim zdaniem jest bardzo dobra dla Kościoła miejscowego, bo jego własna. Taki jest ten Kościół! Poza tym nie mogę się uwolnić od myśli, że owa sytuacja w wielu aspektach przypomina tę, w jakiej żyły młode Kościoły czasów apostolskich.

Jeden przykład; brak czasu nie pozwala na więcej. Każdy z nas miał w ręku Pismo Święte i czytał przynajmniej urywki Listów św. Pawła do Koryntian. Czemu Paweł pisał do tego Kościoła? Współczesny mu Korynt był bogatym, portowym ośrodkiem, pełniącym funkcję stolicy prowincji Achai. Obok bardzo zamożnych obywateli żyły tam również masy ludzi ubogich. Około 2/3 ludności stanowili niewolnicy. Fragment 1 Kor 1,26nn wskazuje, że pierwsi chrześcijanie pochodzili w znacznej mierze spośród biedoty i niewolników. Inną warstwę społeczną stanowili legioniści-weterani (wskazują na to łacińskie imiona pojawiające się w Liście). To specyficzna grupa ludzi z tzw. doświadczeniem życiowym. Była też duża społeczność Żydów. Ponadto chętnie przybywali do tego miasta mówcy (retorzy) i filozofowie, promujący nowe prądy myślowe. Tamtejszy Korynt nie cieszył się dobrą sławą. Żyć po koryncku było synonimem, delikatnie mówiąc, frywolnego stylu życia. Do takiego środowiska przybywa św. Paweł. Miejscowi chrześcijanie, pochodząc z tak różnych warstw społecznych, przeżywali trudności wynikające na pewno z ogromnego zróżnicowania narodowościowego. Nawróceni z pogaństwa nie zawsze i nie od razu potrafili pokonać złe nawyki.

Czy ten krótki, powszechnie znany szkic sytuacji społecznej w antycznym Koryncie nie ma zupełnie nic wspólnego z naszymi europejskimi miastami, także norweskimi? Ma, i to dużo! Do Norwegii nie przyjeżdżają bogaci, wielu jest „po przejściach”, wielu szuka wolności, pomysłu na życie, nowego początku. Środowisko, do którego dociera słowo Boże jest zawsze niekorzystne dla Słowa. Głoszenie w nim Dobrej Nowiny stanowi prawdziwe wyzwanie – chodzenie po wodzie.

Teza: Dostrzegać stan faktyczny, który jest „znakiem czasu” i szukać związków, a może nawet pewnej tożsamości z Kościołem pierwotnym.

Oczekiwanie (Przyszłość). Dokąd zmierzamy i czego oczekujemy? Programowanie przyszłości powinno uwzględniać to wszystko, co jest pozytywne i wartościowe w każdej przeszłości (tradycji) i co zostało już na nowo odnalezione, przyjęte, zaakceptowane i zaadaptowane przez ludzi teraźniejszości. Planując obóz, kolonie, wydając czasopismo, przeprowadzając zbiórki pieniężne, trzeba myśleć o tym, co z tych działań wyniknie. Jakie będą ich konsekwencje. Choć przyszłość kształtujemy w znacznej mierze teraz, to jednak jej „programowanie” powinno respektować kategorie czasowe uczestników: „skąd” – przeszłość, „jestem” – teraz i „dokąd” zmierzam – przyszłość.

Poza tym warto pamiętać, że po chrześcijańsku rozumiana przyszłość nie jest zwykłym produktem ludzkich wysiłków. Jest i pozostanie trochę tajemnicą. Leży w rękach Bożych.

Teza: Umieć czekać, mieć cierpliwość dla siebie i innych, być przewidującym, odpowiedzialnym za działania i otwartym na nieznane.

Model trynitarny

Celem wysiłków duszpasterskich jest jedność wspólnoty, rozumiana jako dar Boży. Możemy wyróżnić kilka istotnych kroków, jakie trzeba podjąć, by mieć nadzieję, że otrzyma się dar jedności, o który modlił się Jezus dla swoich uczniów (por. J 17,21).

Relacyjność

O jedności można mówić wyłącznie w wypadku istniejącego zróżnicowania. Bez zróżnicowania nie ma nawet mowy o potrzebie jedności. Zróżnicowanie domaga się myślenia i działania relacyjnego. Ciągłe pozostawanie w relacji do drugiego, w odniesieniu do drugiego, uwzględnianie drugiego, jego obecności, jego sytuacji, codziennych potrzeb itd., to poszerza osobistą perspektywę, uczy bycia bardziej ludzkim i odpowiada aspiracjom młodych[7]. Ale relacyjność powinna się także ujawniać w odniesieniu do całości, jaką jest Kościół powszechny. Potrzeba zatem pilnego wpatrywania się w inicjatywy ogólnokościelne (np. Światowe Dni Młodzieży) i dobrej komunikacji z działalnością Kościołów katolickich sąsiednich krajów oraz Kościo­łów siostrzanych[8].

Teza: Uczyć się zauważania drugich, a także odniesień do programów bądź inicjatyw Kościoła powszechnego, którym należy dawać pierwszeństwo.

Relację tworzy wzajemność

W relacji nie chodzi jedynie o zwykłe zauważenie drugiego lub przyglądanie się jeden drugiemu. To jeszcze nie jest relacja. W relację trzeba wejść. To znaczy wyjść z siebie i wejść w drugiego. Ale dopiero wówczas, gdy krok ten zostanie dokonany wzajemnie, możemy mówić, że zaistniała relacja. Coś zaiskrzyło, zadziałało. Taki relacyjny charakter ma cała historia zbawienia. Pan Bóg nie tylko przygląda się człowiekowi, a człowiek „podgląda” Boga. Jeden wchodzi w życie drugiego, bierze w nim udział, jak w swoim własnym. Relacja sprawia, że jeden uczestniczy w dobrach drugiego9. Uczestnicy relacji dzielą razem jedno wspólne życie, jedną życiową przestrzeń. Oto właściwy początek jedności. W teologicznej refleksji nad życiem Trójcy Przenajświętszej, które jest wzorem każdej wspólnoty, mówi się operychorezie, współprzenikaniu się Osób Boskich. Ciekawostka terminologiczna: nazwa perychoreza wywodzi się od antycznego scenicznego układu tanecznego. W tańcu tym partnerzy i partnerki ciągle zamieniają się swoimi miejscami i rolami, jakby obtańcowywali się wzajemnie, stanowiąc choreograficzną jedność[10]. Daleka i bliska jednocześnie droga od sceny teatralnej do fachowego terminu, próbującego objaśnić tajemnicę życia trynitarnego. O taką „perychorezę” w wykonaniu ludzkim idzie we wspólnocie.

Teza: Często chodzić do szkoły „tańca trynitarnego”, w którym podstawowym krokiem jest Nowe Przykazanie.

Relację podtrzymuje postawa służby

Prawdziwa relacja, udział w życiu drugiego, przebywanie w świecie drugiego, nie jest bezbolesne. Wymaga rezygnacji z siebie, ze swojego punktu widzenia, z tego wszystkiego, co wnoszę ze sobą, co jest moim dziedzictwem, przeszłością. Nie po to, by wartości te zatracić i im się sprzeniewierzyć, lecz by je przetworzyć, przetopić w ogniu Jezusowego Nowego Przykazania oraz wyzwolić z egoizmu indywidualnego i narodowościowej pychy. Tajemnicę tego, o czym mówimy, wyjaśnia bezbłędnie św. Paweł w Liście do Filipian, opisując tajemnicę ludzkiego życia Chrystusa: On, mając naturę Boga, nie uznał za stosowne korzystać ze swojej równości z Bogiem, lecz ogołocił siebie samego, przyjmując naturę sługi i stając się podobnym do ludzi (Flp 2,6). W greckim tekście znajduje się słowo δούλος które znaczy „niewolnik”.

Zatem należałoby powiedzieć, że przyjął postać niewolnika. Postępowanie według tego wzorca wyzwala i sprawia, że jest się „człowiekiem dla drugich”[11].

Teza: Nie korzystać ze sposobności…! Uczyć się służby, tzn. również wystrzegać się arogancji, poczucia wyższości i fałszywego przekonania, że ma się misję do spełnienia: nawrócić innych.

Radykalizm relacji: tu i teraz

Relacja jest przygodą, która realizuje się teraz, aktualnie – nie wczoraj i nie jutro, lecz dziś – i dlatego nie wiesz w gruncie rzeczy, jakie będą konkretne, dzisiejsze skutki wejścia w nią. Dlatego właśnie ma ona posmak przygody, zaskoczenia, czegoś nieoczekiwanego, co przydarza ci się tu i teraz. Relacja jest jakby grą, zabawą; nie wiesz na pewno, jaki będzie owoc, kto „wygra”. Rezultat relacji nie stanowi logicznej konsekwencji jakiegoś procesu, jak np. w chemii, fizyce… Nie, w tej przygodzie, w której biorą udział wolni ludzie, którzy są różni, którzy dzielą się swoimi darami i robią to na zasadzie „nie korzystania ze sposobności”, skutek jest zawsze zaskakujący. „Rezultat” bowiem jest darem otrzymanym od Kogoś, kto sam według tego wzoru, schematu żyje z Ojcem. On sam jest tym Darem, który sprawiajedność swoich uczniów. A „człowiek, chrześcijanin, jest zdolny do życia w wymiarze daru”[12].

Teza: W każdej obecnej chwili uczyć się odczytywania woli Bożej, która zawsze zaskakuje.

Ku syntezie: model eucharystyczny

Jeśli mówimy o programie katolickim, to powinien on uwzględniać perspektywę eucharystyczną. Duchowość eucharystyczna stanowi elementarny wyróżnik, znak tego, co katolickie. Eucharystia to synteza katolicyzmu. W niej ukryte są wszystkie wyżej opisane treści. Eucharystia jest, mówiąc językiem scholastyki, signum rememorativum – wspomina w ydarzenia zbawcze Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa, które są przyczyną naszego zbawienia; jest signum demonstrativum – oznajmia i aktualizuje Dar, którym jest sam Zmartwychwstały Pan teraz, w tej chwili; jest signum prognosticum – zapowiada cel teraźniejszości i nadaje jej ostateczny sens, którym jest życie wieczne. Jest ukierunkowana na wieczną przyszłość i jest jej zadatkiem.

Eucharystia zdolna jest jednoczyć po chrześcijańsku. W niej realizują się par excellence: relacyjność – ekstremalne otwarcie Chrystusa na drugiego, który pozwala bez reszty skonsumować siebie; wzajemność – nieco „jednostronna” i nierówna[13], bo On wykonuje pierwszy krok – sprawia, że spożywając Go, stajemy się Nim; ogołocenie Chrystusa i zaparcie się siebie do tego stopnia, że przyjmuje nawet tajemniczą postać Pokarmu; uobecnienie – przez przyjście w Tajemnicy swojego Ciała i swojej Krwi przynosi dar jedności w chwili obecnej, na teraz, ale także z myślą o przyszłości. Trudno sobie wyobrazić jakikolwiek katolicki program duszpasterski, który nie uwzględnia codziennej Mszy św. Jak laboratorium wiary – to z prawdziwego zdarzenia.

Teza: Pozwolić Jezusowi żyć we wspólnocie kościelnej. Nie może być katolickiego programu pastoralnego bez Eucharystii.

Chodzenie po wodzie – albo inaczej: ze światłem wiary przez życie – nie musi być uciążliwe, nie może być udręką. Może stać się prawdziwie pasjonującą przygodą i wiary, i życia! Wystarczy zapisać się na laboratoryjne kursy nauki chodzenia po wodzie, gdzie respektuje się kategorie czasu, w które wpisane jest ludzkie życie, wzajemnie przestrzega się chrześcijańskich zasad tworzenia relacji i doświadcza realizmu obecności Jezusa Zmartwychwstałego, szczególnie w Eucharystii. Jestem pewien, że nie powiedziałem niczego nowego. Niemniej, dobrze jest od czasu do czasu poddać autorefleksji czyny i zadania, które się podejmuje. Odbyć coś w rodzaju rekolekcji, dokonać pewnego podsumowania tego, co się dotąd robiło, by wzrastać w świadomości, że najtrudniejsza w chrześcijaństwie jest praktyka. Takie ćwiczenie może być bardzo pożyteczne dla planowania przyszłości, także pastoralnej, która zawsze pozostanie tajemnicza.

[2] Por. np. Jan Paweł II, Abyście umieli zdać sprawę z nadziei, która jest w was (1P 3,15), List apostolski Ojca Świętego Jana Pawła II do młodych całego świata z okazji Międzynarodowego Roku Młodzieży, 31 marca 1985 r., nr 1; por. też Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Christifideles laici, nr 46

[3] Por. Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Ecclesia in Europa, nr 61 i 62.

[4] Tenże, Przemówienie na Tor Vergata, 19 sierpnia 2000 r., nr 3.

[5] Odnośnie do zagadnienia potrzeby zakładania małych grup tu i ówdzie w publikacjach mówi się o duszpasterskiej odwadze na rzecz „mikrologii”, „topologii”, lub o „topopraktyce”. Por. np. O. Fuchs, Die Konfrontation des kirchlichen Dienstes mit ,, den sehr oft so grundlegend veränderten pastoralen und menschlichen Umständen ” (PO 1) — Ermutigung zu einer topopraktischen Pastoral, w: Herders theologischer Kommentar zum Zweiten Vatikanischen Konzil, red. P. Hünermann i B. J. Hilberath, Freiburg 2006, Band 5, s. 405.

[6] Por. Jan Paweł II, Abyście umieli., dz. cyt., nr 11.

[7] Por. Jan Paweł II, Abyście umieli., dz. cyt., nr 15.

[8] Na ten wymiar ekumenizmu praktycznego wskazał Benedykt XVI podczas swojej wizyty w Polsce 25-28 maja 2006 r. (por. zwłaszcza Przemówienie Ojca Świętego Benedykta XVI podczas spotkania ekumenicznego, Warszawa, kościół Świętej Trójcy, 25 maja 2006 r.). Tekst papieskiego przemówienia jest dostępny na stronie internetowej Stolicy Apostolskiej, również w języku polskim (http://www.vatican.va/ holy_father/benedict_xvi/speeches/2006/may/documents/hf_ben-xvi_spe_20060525 _incoutro- ecumenico_pl .html).

[9] Por. J 17,10.

[10] Por. G. Greshake, Perichorese, w: Lexikon für Theologie und Kirche, t. 8, Freiburg – Basel – Wien 2006, s. 31-33.

[11] Jan Paweł II, Abyście um ieli., dz. cyt., nr 13.

[12] Tamże, nr 8.

[13] Por. Bernard z Clairvaux, Kazanie 83, 4-6: Opera omnia, Edit. Cisterc. 2 (1958) 300-302.

Noen teser om sjelesorg for barn og unge i Norge. Hva bør et godt program inneholde?

 

Ros til NUK

Jeg vil begynne med å be dere ta i mot litt ros for det arbeidet som dere hittil til nå har gjort blant katolsk ungdom, men kanskje spesielt for det arbeidet som kontinuerlig (pågår) gjennom NUK. Min beundring for organisasjonens arbeid vokser ettersom jeg lærer den å kjenne. Bare gjennom de tidsskrifter som ble presentert for meg av NUKs leder og som jeg senere har gått grundig gjennom, har organisasjonen gjort stort inntrykk på meg. Nivået på utgivelsene er virkelig bra, særlig tatt i betraktning det lille antall mennesker og de begrensede finansielle midler som organisasjonen har til disposisjon.

 

Enhver som noen gang har satt seg ned med penn og blanke ark og forsøkt å sette sine tanker ned på papiret, eller som har forsøkt å sette sammen en enkel utgivelse, vil med letthet se nivået på NUKs blader, samt verdsette det strev og den entusiasme som er lagt ned i dem. Derfor vil jeg overbringe mine varmeste gratulasjoner og oppfordre dere alle til fortsatt å STÅ PÅ!

I tillegg gjør dere jo så meget mer ved siden av bladene, og lykkes med det også. Jeg kan blant annet nevne sommerleirene for barn og ungdom, konfirmantkurs og innsamlinger til veldedige formål.

 

Inntrykket jeg har av ungdommen

Mitt generelle inntrykk av ungdom jeg møter i denne norske hovedstaden, er overraskende positivt. Jeg føler meg mye tryggere på gata og i offentlig transport her i Oslo enn i Warszawa. Bråk, simpelhet, uhøflig oppførsel og aggresjon som kan være så karakteristisk for mennesker i ung alder, mener jeg er mindre synlig her.

 

Jeg har tenkt litt over hva som kan være årsaken til denne forskjellen i oppførsel blant gjennomsnittsungdommen i byene. Denne forksjellen er nok enda større utenfor byene, der det nok er enda roligere. Kan det være skolesystemet? Det er vanskelig å komme med noen entydige svar.

 

Jeg vil gjerne takke unge herr Maatje som på vegne av NUK har invitert meg til å delta på dette seminaret som er rettet mot å bygge opp en arbeidsinnsats for den kommende generasjon av Kristi disipler i Norge.

 

  1. Særegenheter ved arbeid med ungdom

Navnet dere har gitt dette seminaret er svært treffende. Det avspeiler et typisk trekk i arbeidet med barn og unges liv som troende kristne, men også med Kirkens arbeid generelt. Å leve sin tro i familien, på skolen, i vennskap og i fritiden er en slags „vandring på vannet” i den forstand at omgivelsene der hverdagslivet utspiller seg, ofte oppleves som fjernt fra troens verden. Samtidig er det der vi skal leve vår tro. Ethvert skritt vi tar „i troen” i den verdslige sfæren er en utfordring, så usikker og uforutsigbar at man kan sammenligne det med skritt „på vannet”.

 

Raske endringer

Barndommen og ungdomstiden virker ofte uendelig lange for de unge. Men sannheten er at man er barn og ungdom mye kortere enn man er voksen. Nettopp fordi disse to etappene i livet er så korte, minner sjelesorgsarbeid blant barn og unge også mye om å gå på vannet.

Stadige fysiske og psykiske forandringer blant ungdom, samt store utskiftninger i grupper og lokallag, kan gjøre at prester og ledere føler at de mangler fast grunn under føttene. Alt forandres så fort og svingninger i humøret blant unge skjer i et tempo som kan gjøre både prester og ledere ganske andpustne. Ungdomstiden er tid for opprør, for jakt på en identitet. Det er en tid der mange blir såret og opplever å ikke bli forstått og elsket av sine omgivelser. Mange har lett for å flykte fra virkeligheten for eksempel inn i ulike typer avhengighet.

 

Behov for kompetent hjelp

Selv om ungdomstiden er kort – vi vokser jo av oss ungdommen – er den viktig for formingen av en ansvarsfull personlighet – også den kristne. Ungdomstiden er på en side svært flyktig, men nettopp derfor er det en utfordring for de voksne å bruke den riktig for å hjelpe de unge til å få en god ungdomstid, og å bygge et solid fundament for livet. Når man tar denne utfordringen er første steg å se de unges liv og situasjon i sammenheng med en verden i stadig forandring. Det er viktig å lytte til de unges livsrytme, spørre hva slags verden de selv synes de lever i, og hva som driver denne verdenen fremover. For å gjøre dette på en best mulig måte er det også viktig å kunne spørre fagfolk om hvordan de oppfatter vår tid – og om hva som blir sagt og skrevet om den tiden vi lever i innenfor fagfelt som pedagogikk, psykologi, sosiologi og annet. En må kunne sammenligne sitt eget syn med andres tanker.

 

Tese: Å ta hensyn til forskningen angående på de unges situasjon i dag.

 

  1. Qm midler og mål i sjelesorgen

Mens jeg en dag vandret langs kaien i Oslo, oppdaget jeg en reklametekst på skroget til Stena Line. Der sto det: „Gøy på vannet”. Det slo meg at vannet slettes ikke er et naturlig sted for mennesker å verken ferdes i, eller leke med. For å kunne ta seg over store vannmasser, må menneskene benytte seg av store fartøy som dette skipet.

 

Ethvert sjelesørgerisk program bør følge en metode. Metoden er veien frem til et mål. I
forskningen sier man at metoden er den måten man mottar den kunnskap som er mest mulig
tilpasset forskningsobjekt og mål. Begrepet metode kommer av det greske όδος – veien og μέτα – å følge etter, eller bak. Metode kan altså forstås som veien en må følge for å nå et mål.

Jeg vil i denne refleksjonen benytte en beskrivelse av et slags grunnleggende fenomen angående realisering av troen, nemlig fellesskapet. I beskrivelsen vil metoder og mål utfylle hverandre og flettes inn i hverandre slik at det til slutt blir vanskelig å skille dem.

 

  1. Miljø for tro: Fellesskapet

Jesus begynte sitt virke med å kunngjøre ordet. Det fellesskapet som ble stiftet omkring hans virke ble hans første publikum. Hans budskaps skjebne etter at han selv forlot verden, la han i fellesskapets hender. Å bygge et kirkelig fellesskap er et mål i seg selv, men det er også en sjelesørgerisk metode. Det er ikke mulig å oppleve troens fylde utenfor fellesskapet. Det er heller ikke mulig å føre den videre uten det. Et kirkelig fellesskap er et sted der troen blir vekket, modner og blir gitt videre. Det å skape gode vilkår for at barn og unge skal lære hvordan man bygger et fellesskap er utgangspunktet for sjelesorg. Å danne små grupper, -mindre enn en menighet – som er tilrettelagt for barn, ungdom (eller voksne) betyr å skape et „troslaboratorium” der man kan eksperimentere med troen i mikroskala.

 

Tese: Å bygge et „troslaboratorium„.

Men når en planlegger å bygge et fellesskap, kommer spørsmålene raskt. Hva slags fellesskap vil vi ha? Vi vil bygge et fellesskap blant unge som er bygget på kristne verdier, basert på det fellesskap man finner i Kirken. For å kunne beskrive dette fellesskapet vil jeg bruke 3 modeller. Disse er selvfølgelig bare eksempler, et forsøk på en beskrivelse:

 

  1. Temporalmodellen/Tidsperspektivet

Et verktøy man kan bruke i byggingen av et fellesskap, kan være noe så enkelt som tid. All planlegging vi gjør, forholder seg til noe som skal skje i fremtiden. Likevel vil vi under planleggningen alltid ta hensyn til både fortid og nåtid. De tre tidsdimensjonene (fortid, nåtid, fremtid) er hentet fra hverdagen og brukes til å ordne våre liv. Kan for eksempel midten av dagen forstås uten morgenen og den påfølgende kvelden? Uten tilstedeværelsen av tidsstrukturer i livet vårt hadde vi havnet i kaos. Vi kunne fått angst eller til og med depresjon dersom vi ikke kunne gjøre rede for hvor vi kommer fra (morgen), hva som har hendt oss tidligere, hvem vi er nå (ettermiddag), og hvor vi skal om hvis vi har noen fremtid (kveld).

 

Den hellige Augustin skriver om tidsproblematikken i sine „Bekjennelser”: Verken fremtid eller fortid finnes (…) det finnes tre tidsepoker: nåtid av det som var; nåtid av det som blir. (…) Nåtiden av fortidens hendelser er hukommelse, nåtiden av tingsom skjer nå er erkjennelse; nåtiden av ting som kommer er forventning. (Bekjenelser, XI,20).

 

 

Fortiden (Hukommelse)

Hvor kommer vi fra, hva er vårt opphav? Hver og en av oss har sin historie. Det er nok å se seg rundt i salen. Vi tilhører ulike menneskelige raser. Vårt utseende og vår hudfarge er blant det synlige som skiller oss. Dypere forskjeller som ikke er så lette å se, kommer fra miljøene vi kommer fra, slik som språkene vi snakker, ulike alfabet og ulik grammatikk. Bak språkene skjuler det seg kulturelle forskjeller og ulikheter i mentalitet – tenkemåter, følelser, opplevelser og oppfatning av virkeligheten. I tillegg kommer ulike nasjonale tradisjoner og ulik tro. Noen av oss er for eksempel konvertitter. Fortiden til hver og en av oss preger vår samtid.

 

Tese: Minnet er nøkkelen til nåtiden.

 

Nåtid (Erkjennelse)

Hvordan kan vi beskrive vår samtid? Statistikken viser at de troende i vårt Bispedømme kommer fra 150 ulike land. Det er fler land enn mennesker i denne salen. Det er lett å forestille seg rikdommen og de menneskelige ressursene vi tilsammen besitter. Samtidig kan et slikt mangfold lett forårsake spenninger, særlig dersom alle utelukkende tenkte på seg selv. For alle vil bli hørt, alle vil bevare sin identitet og få anerkjennelse for sine verdier.

 

Nåtiden sett utenfra

Den katolske Kirken er en minoritet i det norske samfunnet. Det betyr at den i sin aktivitet må – og i aller høyeste grad vil – ta høyde for den bredere sosiale kontekst den virker i. Konteksten, sett fra et religiøst perspektiv, består av en protestantisk majoritet (83 %), pinsemenighetene (1,7 %), en betydelig muslimsk gruppe (1 %), en liten jødisk gruppe, samt katolikker (1 %), samt ateister og enda noen mindre grupper. En annen viktig faktor å ta i betraktning når vi snakker om kirken, er diverse media og deres innvirkning på kirkens plass i Samfunnet. For en tid tilbake så jeg et norsk satirisk program som omhandlet Paven Benedikt XVI. Programmet var usedvanlig talentlost, og hadde ikke gått upåaktet hen i Polen. Dersom programmet hadde omtalt den Britiske dronningen på en lignende måte hadde det nok endt med en diplomatisk intervensjon, for ikke å nevne hva som kunne hendt dersom satiren var rettet mot et tema innen Islam.

Kirken i Norge er en diasporakirke, en minoritetskirke.

Vår samtid sett innenfra

Sett innenfra er vår kirke multinasjonal og flerkulturell. Dette preger sjelesorgen i Norge. Pastoral aktivitet defineres ut i fra de troende som den er ment å tjene. I Norge må man ta hensyn til at de troende er av forskjellige nasjonaliteter og at deres religiøse liv fremdeles i stor grad er preget av deres bakrugnn. Den må også ta i betraktning Norges til tider svært problematiske topografi og de stadige endringer i innvandringssituasjonen. Den katolske Kirken har de siste årene opplevd en befolkningskeksplosjon som det er vanskelig å håndtere. Dens arbeid er ofte i utakt med forandringer som det kan være vanskelige å forstå fullt ut. Det er ikke lenge siden kirken var svært liten og av liten betydning i samfunnet. Nå vokser den til å være en dynamisk samfunnsgruppe som i økende grad gjør seg gjeldende i Norge. Men innad klarer ikke kirken å håndtere sin egen vekst. Det er mangler stor mangel på: menneskelige ressurser (om bare kateketer og geistlige alle kunne speile den språklige rikdom som finnes i Kirken), tid, strukturer, materielle midler.

 

Situasjonen er meget spesiell og svært ugunstig. Men jeg klarer ikke å fri meg fra tanken om at den på mange måter er ligner situasjonen i Kirken på apostlenes tid.

 

Et eksempel:

Alle har vi lest Paulus’ brev til Korinterne. Hvorfor skrev han til denne Kirken? Byen Korint var på den tiden en meget rik havneby – hovedstaden i Achai-provinsen. Som i alle storbyer levde der levde der utallige fattige, side om side med de rike borgerne. Ca 2/3 deler av beboerne var slaver. 1. brev til korinterne viser til at de første kristne i stor grad var fattige og slavenes kår. Noen var også veteraner etter legionister (det antydes ved deres latinske navn). Dette var en spesiell gruppe mennesker med mye livserfaring. Det var også en stor gruppe jøder dar. Som den storbyen Korint var, tiltrakk den seg retorikere og filosofer som fremmet nye tanker og ideer. Men, byens rykte var ikke særlig godt. Å leve som i Korint betød å leve et dristig liv. Til dette miljøet kom Paulus. De kristne i Korint slet med forskjeller seg i mellom på grunner at de hadde sitt opphav i ulike deler av verden og i ulike samfunnsklasser. Etter at de var vendt om, tok det tid før de la fra seg alle gamle vaner og skikker. Jeg synes at denne korte beskrivelsen av livet i Korint har meget til felles med livet i europeiske byer -også de norske.

Det er ikke rike mennesker som kommer til Norge. Mange har opplevd meget vondt, mange søker frihet og et nytt liv. Miljøet for forkynnelse av Guds ord er som regel i utgangspunktet ugunstig. Derfor er forkynnelsen av Guds budskap ofte en øvelse i å „gå på vannet”.

 

Tese: Å betrakte dagens virkelighet i sammenheng med historien og urkirken.

 

Fremtid (Forventning)

Hvor går vi? Hvilke forventninger bærer vi med oss? Når man legger planer for fremtiden, bør man alltid ta hensyn til at det som var positivt og verdifullt i fortiden, på nytt kan bli hentet frem, godkjent og gitt videre til dagens mennesker. Hvis man planlegger leir, utgir tidsskrift og samler inn penger, må man tenke over hvilke følger det vil fa. Hvilke konsekvenser kan følge vårt arbeid? Vi bør også huske på at fremtiden ikke bare er et produkt av våre handlinger. Den er også delvis skjult for oss. Den ligger i Guds hender.

 

Tese: Å lære seg til å vente, være tålmodig overfor seg selv og andre, å se fremover, ta ansvar for sine handlinger og være åpen for det ukjente.

 

  1. Treenighetsmodellen

Målet for sjelesorg er ofte enheten, sett som en gave fra Gud. En kan skille ut noen viktige skritt som det er nødvendig å ta for å kunne håpe på denne enhetens gave, som Jesus ba om for sine disipler.

 

Samhandling

Man kan bare snakke om enhet der det finnes ulikheter. Uten ulikheter ville vi ikke hatt behov for enhet. Ulikhetene krever ettertanke og samhandling. Det handler om å stadig forholde seg til sin neste, anerkjenne vår nestes nærvæs, situasjon, daglige behov og annet. Dette utvider vårt perspektiv og gjør oss til bedre mennesker. Men, vi må også finne et enheltig samvirke utfra vår felles tilhørighet i Kirken. Dette samvirket maner oss til å oppsøke og ta del i aktiviteter innenfor Kirken (f. eks. Verdensungdomsdagen) som også er aktuelle i vårt naboland eller i våre søsterkirker.

 

Tese: Å lære seg til å vise oppmerksomhet overfor andre, samt å prioritere og delta i større kirkelige initiativer.

 

I samarbeidet vårt er det ikke nok se den andre, eller vise hverandre oppmerksomhet. Det krever aktiv i handling. Det vil si å se bort fra seg selv og strekke seg mot den andre. Det er bare når dette skrittet er tatt at vi kan snakke om å samvirke. Noe gnistrer og det begynner å fungere. Hele frelseshistorien bærer preg av samhandling. Herren ser ned på mennesket, og mennesket ser opp til Gud. Et menneske går inn i en annens liv og den andre blir en deltager i det første menneskets liv. Relasjoner som skapes gjør at vi tar del i hverandres gleder. Mennesker som står i relasjon til hverandre, deler et felles liv, livet blir deres felles handlingsrom. Og her finner vi enhetens virkelige begynnelse. I en teologisk refleksjon over Treenigheten, modellen for fellesskapet, tales det om perikoresen – den gjensidie transcendens mellom de tre personer i Guddommen. Betegnelsen perikorese kommer fra et ord for dans fra antikken. I dansen skiftet partnerne stadig plass, danset rundt hverandre, og skapte på den måten en koreografisk enhet. Veien fra teaterscenen til fagspråket er både lang og kort på samme tid når vi snakker om Treenigheten. Det handler om en slik „perikorese” i livet i fellesskap.

 

Tese: Å gå på kurs i „treenig dans”, der det Nye Bud er grunntrinnet.

 

Å tiene hverandre er grunnlaget for all ekte samhandling/relasjonen Å ta del i sin nestes liv, å være hos sin neste og å skape en ekte relasjon er ikke smertefritt. Det krever å gi avkall på seg selv, på sitt eget syn, på alt jeg bærer med meg, min arv og min fortid. Vi gjør ikke dette for å utslette våre egne verdier, men for å omgjøre dem og smelte dem i ilden fra Jesu Nye Bud og å frigjøre oss fra vår egen egoisme og nasjonale stolthet. Det mysteriøse aspekt ved denne frigjøring fra sitt eget, leser vi om i Paulus brev til Filippene der han beskriver Jesu liv på jorden: „Han var i Guds skikkelse og så det ikke som et rov å være Gud lik, men ga avkall på sitt eget, tok på seg tjenerskikkelse og ble mennesker lik” (Flp 2,6). I den greske teksten finner vi ordet δούλος som betyr „slave”. Vi kan derfor si at han tok på seg rollen som slave.

 

Tese: Å lære seg å tjene, det vil si å gå vekk fra arroganse, selvopphøyelse og falsk overbevisning om at man skal frelse andre.

En relasjon, et forhold, er et eventyr som vi opplever nå, ikke i går eller i morgen, men i dag. Derfor er det vanskelig å forutse hvilke konsekvenser det vil ha å gå inn i den. Nettopp derfor føles oppleves den ofte som noe spennende, kanskje overraskende og uventet som skjer akkurat nå. En relasjon er et slags spill, en lek, du vet aldri helt sikkert hva som blir dens resultat, eller hvem som „vinner” spillet. Relasjonens resultat er ikke nødvendigvis en logisk konsekvens av en prosess, slik som i kjemiens eller i fysikkens verdener. Nei, i dette eventyret deltar frie mennesker som ofte er ulike, som utveksler gaver med tanke på „å tjene”. Resultatet er alltid overraskende. Vi tar Ham i gave – gjennom at hans disipler forenes i handling.

Tese: Å lære seg til alltid å se etter Guds vilje i en gitt situasjon.

  1. Mot syntesen: Den eukaristiske modellen

Når vi snakker om et katolsk pastoralt program, bør vi alltid ta i betraktning eukaristien. Det eukaristiske perspektivet er grunnleggende i det katolske livet. Den er katolisismens syntese. For å bruke et faguttrykk er den; signum rememorativum – den minner oss på den frelsende Jesu Lidelse, Død og Oppstandelse. Den er også signum demonstrativum – den frembærer det offer som er den oppstandne Herren i dag, i dette øyeblikk. Den er også signum prognosticum – den forteller oss om målet for våre liv, og gir det mening gjennom løftet om det evige liv. Den er rettet mot evigheten, og gir oss en for-smak av den.

 

Eukaristien forener på kristent vis. I den virkeliggjøres par excellence relasjonen – den fullkomne Kristi åpenhet for sin neste når Han lar oss ta i mot Hans legeme slik at vi kan bli i ett med Ham. Han fornekter seg selv til den grad at han tar brødets form og er til stede gjennom sitt legeme og blod for å forene oss her vi står – i vår samtid.

 

Det er vanskelig å forestille seg et katolsk sjelesørgerisk program – et troslaboratorium, uten den daglige messen.

 

Tese: Å la Jesus ta bolig i Kirkens fellesskap. Et katolsk sjelesorgsprogram på inneholde Eukaristien.

 

Å gå på vannet, eller sagt på en annen måte: å gå med troens lys gjennom livet, behøver ikke være slitsomt og bør ikke bære preg av tiltak. Det kan være en virkelig engasjerende opplevelse i troen og livet. Det er kanskje nok å melde seg på et kurs for å gå på vannet, der man lærer å respektere tid, å bli kjent med hverandre på kristne premisser og særlig gjennom Eukaristien.

 

Jeg har nok ikke sagt noe revolusjonerende i dag, men jeg vet at det uansett er nyttig å fra tid til annen tenke igjennom de aktivitetene man deltar i og å foreta en retrett eller oppsummering av det man har gjort til nå. En slik øvelse vil alltid være nyttig for fremtiden og det videre arbeid, selv om fremtiden forblir en gåte.

 

Takk for oppmerksomheten.

 

Summary

AN ATTEMPT TO FORMULATE SOME DEMANDES
FOR A PASTORAL MINISTRY OF YOUTHS
BASED ON THE PASTORAL SITUATION IN NORWAY

One of the most important and difficult tasks of pastoral ministry is caring for the formation of faith in the changing social conditions. Theological reflection on pastoral ministry should make reference to the phenomenon of ecclesiastical community, in which faith is realized. This community is a mystery and one can describe it in many ways, for example, by interpreting its structure, finding a model, according to which it operates in the Church.

As examples, three models have been presented. In the temporal model, using the category of time, focus has been put on the here and now of the community. This part of the paper discusses the situation of the Catholic Church in Norway. In the trinity model, which evokes the mystery of the life of the Holy Trinity, attention was paid to the features of relations that characterize the Christian community from the inside and the dynamics of these relations. In the Eucharistic model some classical aspects of understanding the Holy Sacrament were recalled that allow us to perceive this mystery of the faith as a synthesis of pastoral ministry models and pastoral ministry programming.

Using the models that describe the mystery of the community, we can attempt to formulate a number of conclusions and arguments relating to pastoral plans.